Zorza polarna nad nami

 

Lądujemy w Tromso. Na lotnisku odbieramy samochód z wypożyczalni. Szybko pakujemy się do auta i przy wyjeździe bacznie patrzymy w niebo. Może już dziś uda nam się zobaczyć aurorę? Dziś jednak jest sporo chmur na niebie ale podejmujemy ryzyko. Stojąc nad brzegiem fiordu widzimy przez moment skrawek czystego nieba.  Po chwile jednak zaciągnęło się na dobre i sypnął gęsty śnieg.

 

Widok na Tromso o zmierzchu. fot. Marek Waśkiel

Tromso to duże miasto (oczywiście jak na norweskie standardy) i prężny ośrodek akademicki. Położone jest za kołem podbiegunowym. Przez wieki wyruszali z tutejszego portu łowcy fok i wielorybów. Miasto było punktem startowym wielu ekspedycji polarnych, w tym najbardziej znanych Roalda Amundsena, Umberto Nobile i Fridtjofa Nansena, przez co zyskało sławę jako „Wrota do Arktyki”. Od kilku lat wyrasta też na najważniejszy w Norwegii ośrodek zimowych obserwacji zorzy polarnej. Kiedy kilka lat temu odwiedziłem je po raz pierwszy; w turystycznym folderze były obecne dwie firmy oferujące turystom pomoc w obserwacji bądź fotografowaniu zorzy. Teraz w podobnej publikacji jest ich już kilkadziesiąt. Dzięki nim zorzę można oglądać z lądu, wodyi powietrza. Czasami w najbardziej popularnych wśród turystów miejscach związanych z obserwacjami niezwykłego światła na niebie bywa po prostu tłocznie. Jednak mam swoje ulubione miejsce, gdzie możemy się cieszyć samotnością i wygodą podczas fotografowania zorzy.

 

Wrak kutra na plaży. fot. Marek Waśkiel

Zorza polarna (aurora borealis, northern lights) jest jednym z najwspanialszych i niepowtarzalnych zjawisk, które możemy zobaczyć nad naszymi głowami. Niestety w Polsce pojawiają się sporadycznie i to w mocno „okrojonej”kolorystycznie i bladej wersji. Natomiast na dalekiej Północy, za kołem podbiegunowym można je oglądać i fotografować nieomal każdej nocy. Im bliżej bieguna, tym jest bardziej wyrazista i efektowna. Przybiera fantazyjne kształty, wiruje i tańczy, mieniąc się wieloma kolorami: przede wszystkim zielonym, jednak pojawia się też w żółtym, niebieskim albo fioletowym. Nie bacząc na mroźne noce, można ją oglądać godzinami!

 

Czym oni tu palą, czyli smog po norwesku. fot. Marek Waśkiel

Jak fotografować zorzę polarną? Obserwacja i fotografowanie zorzy polarnej na dalekiej Północy jest zależne od wielu czynników. Po pierwsze miejsca, w którym powinno być jak najciemniej, czyli z reguły z dala od dużych miast. Po drugie, od czasu związanego przede wszystkim z aktywnością słońca, ponieważ od słonecznego wiatru zależy intensywność zorzy. Po trzecie, od pogody, niebo powinno być bezchmurne, a temperatura otoczenia musi dać komfort fotografowania. Nie bez znaczenia jest oczywiście doświadczenie oraz umiejętności, jak za chwilę się okaże, nie tylko fotograficzne. Po prostu każde z naszych nocnych wyjść jest zawsze poprzedzone wnikliwą analizą wielu danych i konfrontowane z mapą. Gdzie jest szansa na bezchmurne niebo? Dokąd można dojechać? Gdzie nie ma zbyt wiele sztucznego światła? Jednak dzięki takiej pracy, co noc możemy fotografować zorzę na niebie. Za każdym razem w pięknych i niezwykłych okolicznościach przyrody: zamarznięte jeziora, skaliste fiordy, porty i piękne plaże z wrakami rybackich kutrów. Wieczorem zatem najpierw planuję wyprawę, a potem konsekwentnie ją realizuję. Doświadczanie zdobyte podczas kilku poprzednich wypraw oraz znajomość terenu dodaje mi pewności w podejmowaniu decyzji.

 

Spotkanie oko w oko z reniferem. fot. Marek Waśkiel

Fotografowanie zorzy polarnej jest możliwe dzięki rozwojowi techniki. Aparaty fotograficzne mają matryce z możliwością wykorzystywania coraz wyższych czułości. Dzięki temu tak dynamiczne rozwija się fotografia nocna, a właśnie jej częścią jest fotografowanie zorzy polarnej. matryca aparatu cyfrowego także lepiej „widzi” zorzę niż ludzkie oko. Z technicznego punktu widzenia najłatwiej jest wykonać zdjęcie aparatem posiadającym tryb manualny ekspozycji (M) oraz możliwość korzystania z wysokiego ISO (w zakresie od 1600 do około 6400). Chcąc zarejestrować dynamiczne pląsy światła zorzy na niebie musimy skracać czas ekspozycji do kilku sekund. Do fotografwoania zorzy najbardziej przydatne są jasne obiektywy szerokokątne szczególnie, jeżeli mamy zamiar połączyć w kadrze interesujący pierwszy plan z efektownymi i dynamicznymi tańcami zorzy w tle. Niezbędny jest statyw, ponieważ czas ekspozycji z reguły jak już wspomniałem może wynosić od kilku do kilkudziesięciu sekund. Przydatny jest też wężyk spustowy albo pilot.

 

Droga ku zorzy. fot. Marek Waśkiel

Ważne jest także dobre przygotowanie fotografa. Przede wszystkim dostosowany do warunków pogody ubiór oraz dobre odżywianie się. Niezwykle ważne są bardzo solidne zimowe buty (izolujące od zimna i wody) oraz ciepła kurtka, chroniąca od wody i wiatru. Trzeba przyznać, że w tym roku buty były dla szczególnie uczestniczek poważnym problemem. Pomimo dobrych marek i zapewnień sprzedawców o izolacji od niskiej temperatury i wilgoci, całkowicie zawiodły. Na cały zimowy ekwipunek składają się także: polar, czapka, rękawiczki, bielizna termiczna oraz ciepłe skarpety. Na ogół w okolicy Tromso temperatury w marcu nie są zbyt niskie, ale w głębi lądu zdarzało się nam fotografować przy około -20 stopniach. Nad brzegiem morza temperatury oscylują w granicy -5 st Celsjusza. Jednak pojawia się tam również bardzo nieprzyjemny i silny wiatr. Trzeba więc ubierać się w kilka warstw odzieży. Fotografowanie zorzy związane jest bardzo często ze staniem przez kilka godzin w jednym miejscu – wówczas bardzo łatwo jest zmarznąć. Moja ekipa jest jednak wcześniej uprzedzona o warunkach, jakie tu panują, stąd jej dobre przygotowanie i pomimo zimna dokuczającego przede wszystkim nogom humory wszystkim dopisują.

 

Zima u stóp AlpenLyngen. fot. Marek Waśkiel

 

W czasie naszego pobytu w okolicach Tromso trwała jeszcze piękna i łagodna zima. Śnieg będzie tam leżał co najmniej do końca lata. Dlatego nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności fotografowania w takich wspaniałych zimowych warunkach również za dnia. W konsekwencji, każdej doby spędzaliśmy z aparatami w dłoniach (i na statywach) po kilkanaście godzin. Całe szczęście, że dzień jest jeszcze stosunkowo krótki i dobre „fotograficzne” światło towarzyszy nam co najwyżej do godz. 17. Inaczej wcale nie byłby miejsca na sen! Po powrocie do naszej bazy najpierw szybko przyrządzamy posiłek, a potem na 2 godzinki idziemy spać. Krótki to jednak wypoczynek. Przecież najpóźniej o 20.00 znowu trzeba wyruszyć na obserwację i fotografowanie zorzy, a powrót nastąpi za 5-6 godzin. Ale szansa na zobaczenie kolejnego wspaniałego widowiska działa mobilizująco. Nikt nie zostaje w domu. Wszyscy jedziemy w poszukiwaniu zielonego światła! Odeśpimy wszystko w domu.

Marek Waśkiel

 

Lubisz fotografować?

POBIERZ MÓJ DARMOWY E-BOOK

TO TEŻ JEST BARDZO CIEKAWE:

Author: Marek Waśkiel

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *