Uwielbiam rytmy zaoranych pól oglądane przy zachodzącym słońcu. Zapewne dlatego, że dzięki nim zawdzięczam dostrzeżenie roli światła w fotografii.

Jak spotkałem światło

To był bardzo miły dzień, dawno, dawno temu… Po całodziennej wędrówce przez Wzgórza Sokólskie szedłem na stację kolejową. Planowałem wrócić do domu. To były czasy, gdy nawet nie marzyłem o samochodzie. Zwykle podróżowałem koleją, a najczęściej na plenery jeździłem rowerem.

A wówczas, późnym popołudniem, spostrzegłem, że świat wokół jakby się zmienił. Zauważyłem, jak po zaoranych bruzdach przesuwają się cienie, stają się coraz dłuższe i głębsze, jakby mniej widoczne. Natomiast ubrany w jasną koszulę strach na wróble, wcześniej mało istotny szczegół, stał się znaczącym elementem obserwowanego krajobrazu.

W ciągu dnia tego nie widziałem, a przecież w obie strony szedłem tą samą drogą. Byłem tak przejęty swoim odkryciem gry świateł i cieni oraz ich rolą w widzianym przeze mnie kadrze, że nie zamierzałem opuścić tego miejsca, nie zważając na to, że może mi umknąć ostatni pociąg.

 

Poznaj Pakiet Kursów i Zaoszczędź 259 zł

Już wiedziałem, iż ciemne jest mniej widoczne w kadrze, zaś jasne bardziej widoczne na zdjęciu. Na razie nie musiałem rozstrzygać kwestii znaczenia koloru, ponieważ fotografowałem na czarno-białej kliszy.

Przestrzeń i światło.
Pola na Wzgórzach Sokólskich.  Zdjęcie: ISO 100, ogniskowa 24 mm, f 8, czas: 1/20 s, +filtr polaryzacyjny

Od tamtej chwili widzenie i prawidłowe fotografowanie jasnych i ciemnych partii obrazu stało się moim głównym zadaniem. Zrozumiałem, że ten niezwykły obraz został wykreowany wyłącznie przez światło! Przecież rano pokonałem tę samą drogę i od tamtej pory zmieniło się jedynie ONO!

Wiedziałem, że muszę je wykorzystywać na swoich zdjęciach i że wszystko zależy od pory dnia, pory roku, układu chmur na niebie: ostre światło, rozproszone światło, światło boczne, tylne… Zacząłem się powoli z nim zaprzyjaźniać. Wkrótce okazało się, że światło jest najważniejszym elementem każdego mego zdjęcia. Potem dołączył jeszcze kolor.

Marek Waśkiel