Gęste chmury nad prawie całą Polską uniemożliwiły mi nocne obserwacje spadających meteorów. Szkoda! Jednak nie ma tego złego co na dobre by nie wyszło. Zamiast fotografowania zająłem się pracą nad swoim fotograficznym archiwum. Zaległości mam wielkie. Z wiosennych i letnich eskapad mam mnóstwo plików RAW do wywołania. O tym czym są pliki RAW i dlaczego warto tak zapisywać swoje zdjęcia piszę tutaj.  Tylko nieliczne były przygotowywane na bieżąco. Zdecydowana większość czeka na długie, pochmurne wieczory.

Na pierwszy ogień idą Lofoty. Razem z uczestnikami lipcowego pleneru na tym fantastycznym archipelagu przygotowujemy wystawę naszych zdjęć. Zatem jest pilny powód, aby już dłużej nie zwlekać i przystąpić do pracy. Swoje pliki RAW wywołuję w Lightroomie. Przyzwyczaiłem się do niego i w zupełności wystarczają mi możliwości tego programu. Czasami kadry doszlifowuję w Photoshopie. Od jakiegoś czasu posługuję się oboma programami korzystając z tzw. wersji CC. Za miesięczną opłatą można wykorzystywać najbardziej aktualne wersje.

Lofoty są jedną z tych krain, które bardzo lubię fotografować. Jeżdżę tam od kilku lat i chyba znam już każdy ich zakątek. Jeżeli jeszcze dopisze pogoda, trudno z tego archipelagu wyjechać bez dobrych zdjęć. Wiadomo, że dla fotografa krajobrazu najlepsza pogoda jest wówczas kiedy wspaniale oświetlony pierwszy plan możemy umieścić na tle dramatycznego nieba. W Norwegii najbardziej lubię czas, kiedy kończy się długi polarny dzień i słońce każdej nocy bardzo zbliża się do horyzontu ale jeszcze zań nie spada. Wówczas złota godzina trwa nawet do 6 godzin. Żartuje, że przy tak sprzyjających warunkach nawet “największa fotograficzna fajtłapa” sfotografuje swój wspaniały zachodo-wschód słońca. Bowiem bardzo powoli ono zachodzi ale nie ukrywa się za horyzontem. Jedynie nad nim zawisa, po czym po kilku minutach znowu zaczyna swoją wędrówkę ku górze.

lodka lofoty

Lofoty. To miejsce najpierw zostało wymyślone, a potem… wypatrzone.
fot. Marek Waśkiel

 

Tego lata może odrobinę zabrakło delikatnych chmur na niebie, ale słońce wyglądało wspaniale. Co rusz zaskakiwało nas swoją malinową tarczą. Pędziliśmy więc za nią wzdłuż wybrzeża zamawiając nowe plenery, których tłem miało być pomarańczowe niebo, malinowe słońce albo kłębiące się przy nim chmury. Tą łódkę i górkę też sobie zamówiliśmy.  Tak, tak… po zakończeniu zdjęć w jednym miejscu wymyślaliśmy co ma być w następnym i o ile nasze życzenia były dobrze sformułowane i precyzyjne po dłuższej lub krótszej chwili zostawały spełnione. Zawsze powtarzam, że trzeba mieć marzenia. Inaczej się nie spełniają.

Marek Waśkiel

Moje kursy fotografii:

https://waskiel.pl/kurs.php