Wielu fotografów żyje w przekonaniu, że o jakości zdjęcia decyduje liczba przemierzonych kilometrów, litry wylanego potu albo odmrożone ręce. W psychologii nazywa się to pułapką „heurystyki wysiłku” – podświadomie oceniamy własną pracę wyżej tylko dlatego, że kosztowała nas wiele trudu. Wydaje nam się, że jeśli włożyliśmy w ujęcie mnóstwo energii, to efekt końcowy musi być wybitny. Stąd bierze się nieodparta pokusa, by każde zdjęcie obudować epopeją o porannym wstawaniu, przedzieraniu się przez chaszcze i walce z przeciwnościami losu. Prawda jest jednak brutalna: dla postronnego odbiorcy Twój trud jest nieistotny. Jeśli czegoś nie widać w kadrze, to z fotograficznego punktu widzenia po prostu tego nie ma. Zdjęcie to jedno, a opowieść o jego powstawaniu to zupełnie inna bajka.
Słowo kontra obraz w fotografii
Jeśli opowiadasz słowem – jesteś pisarzem. Jeśli opowiadasz kadrem – jesteś fotografem. Musisz jednak wiedzieć, że słowa pełnią funkcję „zakotwiczenia”. Obraz sam w sobie jest wieloznaczny, ale gdy dodajesz pod nim podpis, rzucasz kotwicę, która unieruchamia wzrok i wyobraźnię widza w jednym, wybranym przez Ciebie miejscu. Słowa mogą całkowicie wypaczyć intencje autora i narzucić zupełnie inną historię. Gdy tekst musi objaśniać obraz, zdjęcie nabiera wymiaru dokumentacyjnego (naukowego czy historycznego). Znika wtedy jego ładunek emocjonalny, ponieważ to nie obraz buduje nastrój, lecz czytany pod nim komunikat.
To nieco zadziwiające, biorąc pod uwagę naszą ewolucję. Przez dziesiątki tysięcy lat, zanim powstało pismo, ludzkość komunikowała się za pomocą obrazów – od malowideł jaskiniowych po symbole. Genetycznie jesteśmy zaprogramowani, by rozumieć język wizualny niemal natychmiast.
Przeczytaj też: Aparat pełen opcji, pusta głowa. Dlaczego technika nie zrobi zdjęcia za ciebie?
Dlaczego więc współczesny widz tak bardzo potrzebuje podpisów? Ponieważ nasz mózg bywa leniwy i szuka najkrótszej drogi do zrozumienia. Brak wyjaśnienia wywołuje „ból głowy”, bo zmusza do interpretacji, na co w świecie szybkich treści mało kto ma czas. Zdjęcie bez „instrukcji obsługi” bywa więc pomijane. Nawet prosta nazwa geograficzna staje się ułatwieniem: „Meksyk – o, to daleko, to pewnie ważne zdjęcie”. Ale czy na pewno chcesz, by Twój odbiorca tylko „zaliczał” lokalizację, zamiast przeżywać obraz?
Ten e-book to 52 konkretne pomysły na zdjęcia krajobrazowe.
Każdy z nich możesz wykorzystać jako podpowiedź dla Twoich kadrów.
Czy nadanie tytułu to to samo co podpis? Tak, choć to wybór czysto autorski. Tytuł powinien być jednak kluczem, a nie etykietą. Jeśli zdjęcie sowy podpiszesz polską i łacińską nazwą gatunku, tworzysz suchy dokument. Jeśli jednak stworzyłeś obraz nasycony emocjami, potrafisz nadać mu tytuł, który nie opisuje tego, co widać (sowę), ale to, co czułeś w czasie robienia tego zdjęcia. Na początku drogi często tworzymy zapisy dokumentacyjne, dlatego nie umiemy o nich powiedzieć nic więcej poza tym, że to: Wisła, drzewo czy sterta styropianu. Jeśli jednak już na etapie obserwacji potrafisz dostrzec w zwyczajnym liściu coś więcej niż tylko biologię, przechodzisz w inny wymiar fotografii. Nie bój się tego nazywać, tak jak czujesz!
Przeczytaj też: Ważna decyzja przed naciśnięciem migawki. Ta czynność to podstawa kompozycji
Wtedy zrywasz z dokumentem i wchodzisz na teren artystycznej interpretacji. To właśnie tutaj kończy się rola „podpisu-instrukcji”, a otwiera przestrzeń dla emocji widza. Dobry tytuł staje się autorskim zaproszeniem dla wyobraźni Twojej i Widza. Pamiętajmy, że choć niedopowiedzenie bywa dla odbiorcy wyzwaniem, to właśnie te kadry, które zmuszają do myślenia, zostają w pamięci najdłużej. Zamiast więc tłumaczyć, „co autor miał na myśli”, pozwólmy obrazom mówić ich własnym, wizualnym językiem ale nadanym przez autorski wybór. W końcu po to właśnie sięgamy po aparat.
Pamiętaj, że mój blog jest bogatym źródłem informacji i inspiracji dla fotografów.
Prawdziwy człowiek – Prawdziwa fotografia
Jeżeli cenisz treści, które dla Ciebie przygotowuję,
masz możliwość wyrażenia swojego uznania,
na przykład poprzez zafundowanie mi symbolicznej, wirtualnej kawy.




