Za mną kolejny tydzień spędzony za Kołem Podbiegunowym. Wraz z małą grupką uczestników moich warsztatów fotografowaliśmy zorzę polarną. Już wielokrotnie pisałem, że jest to jedno z najwspanialszych i niepowtarzalnych zjawisk, które możemy zobaczyć nad naszymi głowami. Niestety w Polsce pojawiają się sporadycznie i to w mocno „okrojonej” wersji. Natomiast na dalekiej północy można je oglądać i fotografować nieomal każdej nocy. Im bliżej bieguna tym jest bardziej wyrazista i efektowna. Przybiera fantazyjne kształty i nieomal tańczy, mieniąc się wieloma kolorami: przede wszystkim zielonym jednak pojawia się też w żółtym, niebieskim albo fioletowym.

Obserwacja i fotografowanie zorzy polarnej zależne jest od wielu warunków: miejsca (powinno być jak najciemniej), czasu (związanego z aktywnością słońca, ponieważ od słonecznego wiatru zależy intensywność zorzy), pogody (przede wszystkim musi być małe zachmurzenie i temperatura dająca komfort fotografowania) oraz oczywiście naszego doświadczenia oraz umiejętności (nie tylko fotograficznych). Moje każde nocne wyjście poprzedza analiza wielu danych i konfrontowanie ich z mapą. Jednak dzięki takiej pracy, co noc mogliśmy fotografować zorzę na niebie. Za każdym razem w pięknych i niezwykłych okolicznościach przyrody: zamarznięte jeziora, skaliste fiordy, porty i piękne plaże. Wiele przydatnych informacji znajdziesz w poradniku jak fotografować zorzę polarną.

Jeżeli chodzi i sprzęt najłatwiej jest wykonać zdjęcie aparatem posiadającym tryb manualny ekspozycji (M) oraz możliwość korzystania z wysokiego ISO (w zakresie od 1600 do około 6400). Najbardziej przydatne są jasne obiektywy szerokokątne szczególnie jeżeli mamy zamiar połączyć w kadrze interesujący pierwszy plan z efektownymi i dynamicznymi tańcami zorzy na niebie. Niezbędny jest statyw. Na razie zdjęcia wykonywane smartfonami wychodzą marnie – dla testów oczywiście poczyniliśmy takie próby 🙂

W okolicach Tromso trwa jeszcze piękna i łagodna zima, i jak sądzę śniegu wystarczy tam… co najmniej do końca lata. Dlatego nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności fotografowania w takich wspaniałych warunkach także w dzień. W konsekwencji spędzaliśmy z aparatami w dłoniach (i na statywach) po kilkanaście godzin dziennie. Po powrocie do naszej bazy padaliśmy na nos… jednak jest to bardzo miłe dla fotografa zmęczenie! Zrobiliśmy mnóstwo zdjęć, niewielką część z nich wkrótce będzie można zobaczyć na moim blogu w galerii zdjęć oraz na nowej wystawie.