Zwyczajny plener

Jak wygląda mój plenerowy dzień? Zapewne niczym się nie rożni od Waszych. Jednak odpowiadając na pytania, jak odnajduję swoje kadry postanowiłem opisać jeden z ostatnich plenerów. Wybrałem się, jak zwykle blisko domu, najpierw w Dolinę Narwi a potem na Wzgórza Sokólskie.

To był bardzo deszczowy rok. Na Podlasiu pięknych bezdeszczowych dni było bardzo mało. Minęło lato ale pogoda się nie zmieniła. Kiedy więc pojawiła się szansa na dobre światło nie wahaliśmy się ani chwili by zaryzykować i wybrać się na jednodniowy plener. Często podróżujemy we dwójkę – moja żona i ja. O tej porze roku świt jest już na tyle późno, że można wstać bez większego wysiłku. Zapakowaliśmy do torby kilka owoców, do termosu wleliśmy mocną kawę i w drogę.

Poranek w Dolinie Narwi.
ISO 64 / 70mm / f/10 / 1/60s + statyw

Na początek dnia zaplanowaliśmy świt w Dolinie Narwi. Około 40 minut jechaliśmy wśród uśpionych wsi. Potem już nad brzegiem rzeki pozostało nam poszukiwanie ciekawych kadrów oraz oczekiwanie na chmury. Każde z nas ma odmienny punkt widzenia, zatem wypatrujemy innych stanowisk, z których będziemy fotografować.

Nie lubię płaskiego nieba pozbawionego obłoków. Nie jest wówczas plastyczne i przestrzenne. Po nieustannych opadach dolina rzeki jest bardzo podmokła i wielu miejscach zalana wodą. Szukałem ładnego odbicia nieba w rzece oraz ciekawego pierwszego planu. Niestety nie znalazłem!

Rodzinka ze Wzgórz Sokólskich.
ISO 800 / 500mm / f/5,6 / 1/2500s + monopod

Postanowiłem więc zrobić nieco inne ujęcie, w którym drzewa rosnące opodal łąki staną się pierwszym planem w kadrze ze wschodzącym słońcem. Klucząc wśród rozlewisk zapomniałem, że droga i drzewa są odgrodzone od łąki szerokim rowem, który wypełniony deszczową wodą stał się barierą nie do przebycia. To mam kilkaset metrów wzdłuż rowu do przebiegnięcia a świt jest coraz bliżej. Ruszam kłusem z plecakiem na grzbiecie i w gumiakach na nogach. Wreszcie po kilku minutach, już nieco zdyszany, stanąłem mniej więcej w dobrym miejscu z szansą na ciekawy kadr. Chmur nadal nie ma ale przynajmniej mam znośny pierwszy plan. Ustawiam statyw, zakładam aparat, i dokładam obiektyw… zaczynam od 24-70 ale w pogotowiu leży jeszcze 70-200. Ujęcie jest całkiem  dobre ale to jeszcze nie był mój wymarzony kadr.

Po drodze minąłem rozlewisko… przy nim zatrzymała się moja żona. W tej chwili nie wydało mi się super ciekawe. Jednak po porannej kawie i krótkim odpoczynku… miałem pomysł na kadr o zachodzie słońca. Musiałem jedynie sprawdzić czy moja wizja znajdzie potwierdzenie w realiach listopadowego zachodu. Wróciliśmy nad rozlewisko. Rzut oka na aplikację w smartfonie, która wskazuje precyzyjne umiejscowienie i okazuje się, że jest duża szansa na ładne ujęcie. Wrócimy tu pod wieczór.

Przy małej wiejskiej kapliczce. 
ISO 100 / 40mm / f/2,8 1/640s

Na kilka godzin przenosimy się w inny rejon: na Wzgórza Sokólskie. Dawno tam nie byliśmy. Jest to pagórkowata kraina z ładnymi linami dróg i brzozowych zagajników. Taka powolna przejażdżka służy odświeżeniu pamięci, ocenie zachodzących zmian w krajobrazie i przygotowaniu pomysłów na kolejne sesje. Przyglądam się wówczas pejzażom, uruchamiam wyobraźnie i zastanawiam się, kiedy trzeba się pojawić w konkretnych lokalizacjach, aby mieć szansę na ciekawy kadr. W czasie rekonesansu zaglądam w różne zakamarki, patrząc i rozglądając się na wszystkie strony. Wykonane zdjęcia podczas takiego rekonesansu są moimi fotonotatkami, które oglądane co pewien czas, mają mi przypomnieć, dokąd i kiedy chciałbym się wybrać, aby wykonać wymarzony kadr. Popatrzyliśmy na zwierzątka wędrujące wśród ozimin, przystanęliśmy przy kilku przydrożnych krzyżach i kapliczkach. Listopadowy dzień jest krótki i ok. 14.00 powinniśmy być znowu w Dolinie Narwi, przy rozlewisku. Kończymy więc wizytę na Wzgórzach Sokólskich i wracamy w okolice Tykocina.

Nad rozlewiskiem. Koniec dnia. 
ISO 30/ 14mm / f/16 / 1/4s + statyw

Nad rozlewiskiem jesteśmy na tyle wcześniej, że bez pośpiechu szukamy lokalizacji na najlepsze ujęcia. Gdzieś w oddali widać auta wędkarzy łowiących ryby w Narwi. Jednak nie przeszkadzają nam w kadrze. Z południa nadciąga ładny front atmosferyczny, z wieloma pasami chmur. Słońce coraz szybciej spada ku horyzontowi. Nasz plenerowy dzień kończy się wspaniałym spektaklem. Około 16.30 jest już całkiem ciemno.

Pozdrawiam
Marek Waśkiel

MAREK WAŚKIEL – fotografik i stale podróżujący dziennikarz. Współpracował z magazynami National Geographic, Podróże, Maxim, Focus, Dom i Świat oraz wieloma innymi tygodnikami i dziennikami. Był fotoedytorem w miesięczniku Podróże i zastępcą redaktora naczelnego w magazynie Poznaj Świat. Popularyzator wiedzy o fotografii prowadzący warsztaty i kursy, autor kilku albumów fotograficznych, poradników fotograficznych oraz przewodników turystycznych. Miłośnik Polski Wschodniej i dawnych Kresów Rzeczypospolitej. Obecnie jest red. naczelnym magazynu FotoGeA.com

Najnowsze zdjęcia Marka Waśkiel na FB

Mój Kanał na YouTube 

POLECAM NOWEGO E-BOOKA / wpisz kod BLOG i kup taniej /

Jak fotografować w podróży

 

 

 

 

 

 

TO TEŻ JEST BARDZO CIEKAWE:

Author: Marek Waśkiel

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *