Wędruję po wschodnich, nadgranicznych skrawkach Polski. Z roku na rok jest tu coraz bardziej pusto i coraz bardziej cicho. Lasy zarastają dawne uprawne pola, mieszkańców we wsiach jest coraz mniej. Łatwiej jest tu teraz spotkać łosie, jelenie i lisy niż stałych mieszkańców w opustoszałych wsiach. Latem zjeżdżają się letnicy ale oni znikają około 15 sierpnia i wówczas jest tutaj naprawdę pusto.

Obserwuję jak przyroda z ogromną siłą i dynamiką wkracza na obszary nie objęte działaniami człowieka. Widzę jak szybko zarastają ogrody i sady. Na podwórkach wśród nieskoszonej trawy błyskawicznie pojawiają się jej dzikie odmiany. Domy oplatane są siatką dziczejących krzewów. Potem nagle ich dachy załamują się po ciężarem lat. Wówczas woda oraz wiatr dokonują powolnych, ale jednak systematycznych zniszczeń. Za kilka lat zabudowania znikną podobnie do ich dawnych właścicieli.

Wenecja zaułek

          Kubek pozostawiony na płotku przy studni. Okolice wsi Górany. fot. Marek Waśkiel

Staram się zatrzymać w kadrze owe przemijające obrazy. Kubek pozostawiony na płotku przy studni. Ktoś wieczorem po pracy zaczerpywał nim wodę z wiadra stojącego na studziennym kręgu. Patrzył na dom, pole za płotem i obmyślał zadania na jutro. Potem odwiesił go jak zwykle na sztachetę, gdzie od zawsze było jego miejsce. Został ów kubek w niekończącym się oczekiwaniu na kolejne zanurzenie w orzeźwiającej wodzie. Z jakiegoś powodu nie było jutra…

Fotograf jest strażnikiem pamięci. Wszyscy… i wszystko wokół nas się zmienia. Warto zapisywać dany nam czas. Nawet w banalnych wydawałoby się domowych scenkach. Bo to jest przecież najprawdziwsza historia.

Marek Waśkiel